logotype
image1 image2 image3 image4

O spektaklu

 


śpiew i mówienie: Marcin Przybylski

fortepian, kierownictwo muzyczne: Urszula Borkowska

wiolonczela: Malwina Banaś

skrzypce: Małgorzata Szarlik

akordeon: Klaudiusz Baran

kontrabas: Michał Woźniak

fortepian (gościnnie): Maciej Małecki

altówka: Marek Czech

perkusja: Piotr Maślanka

kontrabas (gościnnie): Wojciech Sobolewski

reżyseria dźwięku, mastering: Tadeusz Mieczkowski

 

Pierwszych pomysłów na „Bellatrix” trzeba by pewnie szukać we Wrocławiu, tuż po finale XXII Przeglądu Piosenki Aktorskiej w marcu 2001r. Nikt, również ja sam, nie wiedział wtedy jeszcze, jaką formę przybierze i jaką treść zawrze spektakl. Razem z przyjaciółmi z powstającego wówczas zespołu Machina del Tango postanowiłem pójść za ciosem i, korzystając z „paszportu” w postaci kilku przeglądowych nagród, stworzyć recital. Początkowo oczywistym był dla mnie fakt wykorzystania w programie „Ballady dla błazna” Astora Piazzolli – jednej z moich finałowych konkursowych piosenek. Więcej. Skoro dorobek mistrza argentyńskiego tanga jest tak wielki, warto by pokusić się, pomyślałem, o dalsze odkrywanie go dla siebie i publiczności. I już, już w kwietniu stawialiśmy na pulpitach nuty z „Preludio para el ano 3001”, „Cafe 1930” oraz innymi Piazzollowskimi utworami, kiedy pomysł upadł. Pośród kilku dosyć prozaicznych przyczyn takiego stanu rzeczy (choćby tej związanej z kilkumiesięcznym załatwianiem praw autorskich) pojawiła jedna naczelna: brak śmiałości.

Jak facet urodzony w Polsce, w Warszawie, świadomy dokonań interpretacyjnych takich tuzów jak sam Piazzolla bądź Horacio Ferrer, Milva albo Gardel, mógłby podejrzewać, że uda mu się zaproponować coś ciekawszego albo przynajmniej posiadającego cechy autorskie. No i czy w ogóle warto tracić czas na podobne próby zamiast zająć się twórczością oryginalną i opartą na własnych przeżyciach i umiejętnościach. Czy spektakl muzyczny składający się z samych tang ma szansę na to by lśnić różnymi barwami i jednocześnie nieść treści budujące wartką akcję? Zanim odpowiedziałem sobie, że szansę owszem ma – już tkwiłem przy nowym pomyśle: „Ballada dla błazna” miała od teraz stanowić punkt wyjścia oraz rodzaj inspiracji. Więcej. Dzięki swojemu niezaprzeczalnemu urokowi i optymistycznym treściom miała „finalizować” program składający się z kilkunastu utworów i wzbogacać optymizm słuchaczy. Finał już jest – pomyślałem – teraz tylko wystarczy dobudować resztę.

Właściwie dopiero w tym momencie rozpoczęła się fascynująca przygoda. Prawdziwe tworzenie. Postanowiłem postępować według starej teatralnej zasady, która mówi tak: Jeżeli koniec historii jest tragiczny  pamiętaj, że wówczas jej początek powinien być zgoła inny: Wesoły. Pogodny. Jeżeli opowiadanie kończy się słonecznie, finał pełen jest nadziei – zaczynaj ponuro i niepokojąco. Ta zasada jest jasna niczym wzór matematyczny. Miała w dodatku zastosowanie w owym artystycznym przedsięwzięciu, o którym myślałem. Skoro finał oscyluje w okolicy południa – prolog wypadał gdzieś około północy. Jak już w tak oczywisty sposób pojawiła się (uzupełniona świtem) jedność czasu, pokusiłem się o uzupełnienie klasycznej zasady o jedność miejsca i akcji. Każda z piosenek, która w następnych miesiącach wypełniała układ: Noc, Świt, Południe, ma swoją odrębną, fascynującą historię, wiąże się ze spotkaniami z ciekawymi ludźmi, w rozmaitych miejscach i o różnych porach. Myślę sobie, że kiedyś opiszę te przypadki. Tymczasem skupię się na efekcie wszystkich opisanych wcześniej starań.

Premiera „Bellatrix” odbyła się 4 listopada 2001 roku w Warszawie. Dzięki uprzejmości p. Wojciecha Kępczyńskiego – dyrektora Teatru Muzycznego ROMA nasz pierwszy spektakl (jak i kilkanaście następnych) mogliśmy pokazać na scenie kameralnej jego teatru. Kilka spektakli odbyło się także poza siedzibą „macierzystą”: w Katowicach (XI), Łodzi (I 2002), Sopocie ( T. Wybrzeże - VII), Wrocławiu (III) w ramach XXIII Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Temu miłemu wydarzeniu towarzyszyła premiera płyty ze studyjnym zapisem „Bellatrix”, dokonanym dzięki Polskiemu Radiu na przełomie lutego i marca 2002r. (Ciekawostką jest fakt ukazania się krążka na kilka godzin przed wrocławskim koncertem w pierwszą rocznicę finału XXII PPA). Po wizycie we Wrocławiu spektakl wyruszył jeszcze do Chorzowa ( T. Rozrywki - IX 02), Chicago (Chopin Theatre - X 02), Krakowa (Stary Teatr - XII 02) i wrócił do Warszawy, aby pojawić się na scenie tamtejszego Teatru Ateneum (w marcu 2003r.)

Premierze teatralnej „Bellatrix” oraz jej płytowej kontynuacji towarzyszyło powstanie teledysku do jednej z piosenek spektaklu. Telewizja Polska, która przyznając mi swoją nagrodę na XXII PPA zobowiązała się do nakręcenia filmu do wybranej przeze mnie piosenki, zrealizowała ów plan w lutym 2002 roku. W jaki sposób doszło do tego, że właśnie „Dusza poety” stała się materiałem do teledysku i jak rodził się zamysł reżysersko - scenariuszowy tego projektu opiszę niebawem na strychu (patrz menu główne - Miasteczko). Za to w oczekiwaniu na ten moment proponuję lekturę powstałej w kwietniu 2003 roku pierwszej, nie zawaham się tak powiedzieć, pracy naukowej na temat symboliki w "Bellatrix". Jej autorem jest była studentka Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej - Agnieszka Sowińska. Bardzo dziękuję jej przy tej okazji za ten prawdziwie akademicki punkt widzenia na "Bellatrix".

CZŁOWIEK TO ZWIERZE POSZUKUJĄCE

"Wydaje się, że ludzkość musi znaleźć symbol, aby wyrazić siebie" - Alfred North Whitehead

Bellatrix" to tytuł recitalu Marcin Przybylskiego, aktora Teatru Współczesnego w Warszawie, laureata wszystkich nagród Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu w roku 2001. "Bellatrix" to dwanaście godzin z życia aktora-poety, ułożonych w tryptyk noc, świt, południe. Historia ukazuje uroki i niebezpieczeństwa życia artysty. Akcja rozgrywa się w bliżej nieokreślonym miasteczku, którego mieszkańcami są dzieci, błazny, clochardzi .prostytutki..." - tak określa pokrótce treść recitalu Marcin Przybylski. Są to utwory Georga Trakla, Wojciecha Młynarskiego, Agnieszki Osieckiej, Astora Piazzolli, Boya, Witkacego, Jerzego Kaufmanna, Paolo Conte. Artyście towarzyszy zespół Machina del Tango w składzie: Urszula Borkowska (fortepian), Malwina Banaś (wiolonczela), Małgorzata Szalik (skrzypce), Klaudiusz Baran (akordeon) i Michał Woźniak (kontrabas). Artyści ci  swoją grą wytwarzają nastrój odpowiadający treści tekstów. Dźwięk instrumentów subtelnie akcentuje i wydobywa symbole.

    Philip Wheelwright w pracy „Symbol archetypowy" pogrupował symbole archetypowe w trzy główne grupy: odnoszące się do bóstwa uranicznego, symbole związane z bóstwem chtonicznym oraz te, które wiążą się z odwieczną ludzką ideą pielgrzymki. Symbole w „Bellatrix" Marcina Przybylskiego należą - według mnie - do trzeciej grupy. Poznawszy naturę symbolu, istotę jego „bycia"  zawartą w wieloznaczności, w niedomówieniu znaczenia, zdaję sobie sprawę z faktu, iż przedstawione przeze mnie w tej pracy symbole mogą częściowo odbiegać od rozumienia recitalu przez innych odbiorców. Wypowiedzi Raymonda Firtha przekonały mnie jednak o słuszności takiego osobistego potraktowania symboli w „Bellatrix". W pracy "Jednostkowe symbole i publiczne reakcje" autor ten stwierdza: „(...) symbole, na które podatna jest jedna osoba, mogą nie mieć znaczenia lub być odpychające dla drugiej.(...) W rezultacie poszczególni ludzie są uprawnieni do kojarzenia własnych symboli ze swoimi aspiracjami i przyjętymi przez siebie.

    Znaczący jest już sam tytuł. „Bellatrix"- cóż to oznacza? Jest to tytuł wiersza Witkacego wykorzystanego w recitalu przez aktora. Melodyka tego słowa sugeruje tajemnicę, coś przynależnego do innego świata. Właściwie jest to trzecia pod względem jasności gwiazda w gwiazdozbiorze Oriona. Odległa więc od tego, co „tu i teraz". Aktor we wprowadzeniu zwraca się do widzów następującymi słowami: "Zapraszam Was w podróż do gwiazd." Dla Marcina Przybylskiego i od tej chwili również dla odbiorców gwiazda Bellatrix stała się w tym recitalu symbolem wszystkich gwiazd, a więc jakiegoś nieosiągalnego piękna, dążenia ku temu, co wysoko, co wzniosłe. Użyte zostały powyżej znamienne słowa: „podróż" i „dążenie". Są one bezpośrednio zaangażowane w trzecią grupę symboli archetypowych wg podziału Philipa Wheelwrighta, o którym wspomniałam wyżej. Autor pracy pt. „Symbol archetypowy" tak definiuje tytułowe pojęcie: „takie zaś symbole, których przejawy spotykamy powszechnie lub niemal powszechnie, w szeroko rozumianych kontekstach ludzkich nazywa się archetypami.  

    Historia kultury, sztuki, antropologia potwierdzają nierozłączność myślenia człowieka o jego miejscu w świecie z pojmowaniem życia jako drogi i wędrówki nią. Recital Marcina Przybylskiego obrazując słowa Edwarda Stachury: „Wędrówką jedną życie jest człowieka" wpisuje się w myśl ludzką niezmienioną od tysięcy lat. I nie ma tu znaczenia ograniczenie czasowe, zamknięcie opowiadanej historii w dwunastu godzinach. Działa to na korzyść symboli. Kondensacja akcji wydobywa z całą ostrością ich znaczenie; nie rozrzedza, nie osłabia ich odległość czasowa i przestrzenna. Philip Wheelwright formułuje istotę człowieczeństwa: „Człowiek to zwierze poszukujące." Stąd bierze się jego wędrówka. Właśnie w poszukiwaniu ma źródło wędrówka przez miasteczko bohatera "Bellatrix". W poszukiwanie wpisane są swoiste „przystanki", pozorne cele Aktora-poety. Pozorne, ponieważ z chwilą osiągnięcia przestają być nadrzędną ideą, ku której dążył. Okazują się złudą, pozorem jedynie. Pustka wewnętrzna człowieka, nie mogącego odkryć swojego sensu, celu swej wędrówki, za każdym razem jest symbolizowana przez zejście aktora ze sceny, czyli fizyczną pustkę. Ten, dla którego my, widzowie, przyszliśmy do teatru znika. Cel tego wieczoru - współodczuwanie, współistnienie z drugim człowiekiem również w tych chwilach fizycznej pustki, braku okazuje się równie pozorny i nietrwały, jak cele bohatera. Aktor jednak po chwili wraca na scenę. Znów trzeba podjąć wędrówkę.

    Wędrówkę swą Aktor-poeta rozpoczyna nocą. Noc jest zapowiedzią. Nie jest jeszcze dniem, ale go zapowiada i przygotowuje. Wszystkie symbole pojawiające się nocą są przygotowaniem do tego, co nastąpi po wschodzie słońca, zapowiedzią wydarzeń. Pierwszy utwór pt. „Romanca nocą" zaczyna się od słów: 

„Samotnik pod namiotem gwiazd

  Idzie przez cichy mrok północy(...)".

  Zarysowują się tu dwa główne problemy: droga, wędrówka i jej przyczyna - samotność. Samotność bohatera została podkreślona przez szereg podglądanych przez niego postaci, na pozór nie mających ze sobą nic wspólnego. Na pozór jedynie, gdyż zaczynają współbrzmieć, gdy potraktuje się je jako symbole. „Chłopiec, który się ze snu budzi w trwodze", płacząca wariatka, płynący po stawie kochankowie, morderca pijący wino, chorzy, których „dreszcz śmierci wskroś przenika", zakonnica wznosząca modły „do Krzyża Męki" nie są samotni. Każda z tych postaci jest symbolem człowieka mającego w życiu cel. Każda z nich doświadcza innego uczucia, ale w żadnym przypadku nie jest to samotność. Postaci są symbolami uczuć, związku z drugim człowiekiem. Oni nie żyją w próżni. Śnią o kimś, płaczą po kimś, modlą się do kogoś. Nawet morderca ma towarzysza w winie, które nie pozwala na samotność, gdyż wywołuje z pamięci twarze, słowa. Nawet chorzy nie są samotni z wierną towarzyszką przy łóżku, najbardziej „ich" w tych chwilach śmiercią. Bardzo wymowna jest tu symbolika słów „pod namiotem gwiazd". Boleśnie uwydatnia samotność bohatera. Namiot sugeruje bezdomność, koczowniczość, wędrówkę brak stałego miejsca. „Mrok północy", „namiot gwiazd" i samotna wędrówka Aktora-poety symbolizują jego alienację, odrębność, osobność.

Fakt, że bohater podejmuje jednak wędrówkę, że dostrzega swoją samotność w konfrontacji z obserwowanymi ludźmi wyznacza główny temat "Bellatrix". Tak silne symbole pozwalają na dostrzeżenie istoty rzeczy już na samym początku recitalu. Czynny odbiorca już wie, że bohater podejmuje wędrówkę w celu przełamania swojej samotności, przekroczenia jakiejś bramy, za którą chciałby znaleźć sposób na życie nie tylko WŚRÓD innych ludzi, ale Z NIMI, sposób na współistnienie. Bohater sam sobie tego jeszcze nie uświadamia. Podejmuje jednak wędrówkę, co oznacza poszukiwanie, pragnienie odnalezienia.

W tym miejscu należy wprowadzić bardzo istotne rozgraniczenie wprowadzone przez Wheelwrighta. Nie można nazwać wędrującego bohatera Pielgrzymem, gdyż pielgrzym ma pewność, w którym kierunku zmierza, zna cel, ku któremu podąża. Tułacz nie ma tej pewności. Dlatego Aktor-poeta w "Bellatrix" jest Tułaczem i tak odtąd będę go nazywać. Marcin Przybylski podkreślił ideę drogi, wędrówki przez zastosowanie bardzo wyrazistego symbolu. Na nogach miał czerwone buty, co podkreślała czerń ubrania. Czerwień jest między innymi symbolem świtu. Czerwone buty są tu więc bezpośrednim wyprzedzeniem tego, co nastąpi o świcie. Po wschodzie słońca bohater przemieni się z Tułacza w Pielgrzyma, odkryje cel. Czerwone są BUTY, a więc to, co bezpośrednio związane z wędrówką. Symbol ten wskazuje, że właśnie przez wędrówkę Tułacz przełamie swa samotność, nastąpi swego rodzaju jego odrodzenie. W wędrówce swej przez noc Tułacz napotyka szczury. Zwierzęta te w folklorze są symbolem Duchów. W takim odczytaniu staja się prefiguracją Jefa, przyjaciela Aktora-poety, który wyłania się z ciemności - nie tyle nocy, co pamięci. Jef wydaje się być istotą nieistniejącą w realnym świecie tego, co „tu i teraz". Jest on - według mnie - istotą przynależną do przeszłości bohatera. Pojawia się jednak jako pierwsza osoba (choćby jako duch czy wspomnienie), z którą bohater-samotnik wchodzi w interakcję. Świadczą o tym czasowniki w pierwszej osobie liczby mnogiej: spadamy, sprawdzimy, zaśpiewamy. Jef jednak znika, rozpływa się w ciemności, szumie ulewy i szczekaniu psa. Bohater znów jest sam. Tym razem jest to jednak tzw. „samotność z wyboru", samotność, której świadkami są inni ludzie. Jest to samotność aktora, artysty, władcy świata stworzonego na chwilę. W piosence „Kurtyna" bohater opowiada o swoim życiu:

 „Jestem aktorem, żyję na scenie (...)  

By spektatorzy też mogli żyć

Cudzego życia przedstawieniem

W nim pustkę swego skrzętnie skryć."

Życie jego polega na nakładaniu rozmaitych masek:

„Raz jestem królem, nędzarzem raz.

Urządzam rzezie, spraszam na rauty,

Chodzę za pługiem, rąbię las".

Taka koncepcja życia wiąże się ściśle z pojmowaniem życia przez Williama Szekspira:

„Cały świat to scena,

A ludzie na nim to tylko aktorzy.

Każdy z nich wchodzi na scenę i znika,

A kiedy na niej jest, gra różne role(...)".

    Aktor staje się więc symbolem każdego człowieka. Maski zaś przez niego nakładane, wykonywane role, to postawy, zmieniające się w zależności od „kontekstu”, czyli od momentu, od „partnera", czyli drugiego człowieka, którego określona postawa, „rola", "gęba” - jakby powiedział Gombrowicz -  wymuszają przyjęcie przez nas określonej „gęby".

„Kurtyna, kurtyna podniesie zaraz się"- w słowa te Marcin Przybylski wkłada ekstatyczną niecierpliwość. Uczucia te oddają, podkreślają znaczenie tych słów. Bohater zaraz podejmie nową rolę. Przenosząc kurtynę w kontekst życia człowieka, a więc nadając jej status symbolu, staje się ona ŚWITEM, czyli początkiem nowego dnia, w którym człowiek winien przyprawić sobie „gębę" i wędrować.

Powtarzające się refrenowe słowa: „Kurtyna, kurtyna podniesie zaraz się" wyprzedzają poniekąd rozwój wydarzeń, zapowiadają świt.

Tekst „Kurtyna" w ukrytej (aczkolwiek czytelnej) formie pokazuje również, w jaki sposób nastąpi ta przemiana:

„Złowroga cisza mózg mój trawi.

Nic się nie dzieje. Powinno się dziać? (...)

Ja - sceny pan - którego życie w rękach

Tych, co przynoszą strawę braw."

   

Brawa są tu symbolem nie pochwały, ale w ogóle ODPOWIEDZI ze strony drugiego człowieka, z którym nawiązuje się kontakt. Brak tej odpowiedzi, czyli owe „nic się nie dzieje" i „ złowroga cisza" stają się przyczyna smutku i samotności. Tułacz ma tego świadomość, gdyż oczekuje odpowiedzi, domaga się jej, wręcz żąda:

„No, nie słyszę jeszcze gromkich braw...!".

W tekście „Kurtyna" pojawia się też symbol, który silnie oddziałuje na emocje odbiorcy, gdyż wiąże się bezpośrednio z osobą nadawcy. Oddziałuje tak intensywnie, gdyż pokazuje konkretnego, „dotykalnego" człowieka wędrującego, podejmującego kolejne role w teatrze świata. Uświadamia to widzom ich uwikłanie w świat, ich codzienną wędrówkę. Symbol ten pojawia się w następujących słowach:

"I aby ten tłum od nudy zbawić

Przybyłem - jestem(...)".  

Słowa „Przybyłem- jestem" oznaczają pojawienie się aktora na scenie i jego gotowość rozpoczęcia spektaklu. Jednak tu wypowiada je konkretna osoba, Marcin Przybylski, którego znajomi nazywają „Przybył". W "Bellatrix" słowa„Przybyłem - jestem" posiadają poza dosłownym, drugie znaczenie, konstytuujące miejsce konkretnego człowieka w świecie. Symbolika tych słów mówi bardzo wyraźnie: "Jestem nie tylko aktorem, ale i człowiekiem, podejmującym rolę codziennie, po podniesieniu kurtyny, po przebudzeniu." Słowa „Przybyłem - jestem" są symbolem, gdyż poza wskazywaniem swego znaczenia, sprzęgnięte są z sugestywnością i oddziałują emocjonalnie. „Tak więc słowo czerpie znaczenie emocjonalne ze swojej emocjonalnej etymolgii - to wszystko jest symbolicznie przeniesione do aktualnego znaczenia." To zdanie Alfreda Northa Whiteheada podsumowuje moje powyższe wywody.  

    Dwa następne utwory to „Dusza poety" i „Bellatrix". Treścią obu jest sen. Sen jako symbol innego świata, „gdzie sama dziwność w ludzkiej szacie niepodobieństwa straszne plecie"; symbol przestrzeni, w którą ulatuje „skrzydlata dusza poety". Znamienne są określenia: „polecę", „ulecę w przestrzeń", „a mnie porywa wicher boży / hen, w gwiazd miriady", „skrzydła", „w metafizyczną głębię lecę". Symbolizują kontynuowanie ziemskiej wędrówki przez skrzydlatą duszę. „Wędrówką jedną życie jest człowieka"- śpiewał Edward Stachura. A życie przecież nie ogranicza się jedynie co dnia do sfery działania ciała. Fakt ciągłości wędrówki oznacza nierozłączność przemierzania pewnej drogi i życia człowieka. Recital "Bellatrix" wpisuje się do tego nurtu sztuki i kultury, który od starożytności pojmuje życie człowieka jako wędrówkę.

Świt rozpoczyna się piosenką pt. „Hildegardzie K." W sposób znaczący zostały tu powiązane dwa symbole: świt i kobieta. Świt jako symbol odpędzenia duchów nocnych; jako początek i nadzieja. Kobieta jest zaś adresatem i tematem trzech kolejnych utworów, trzech stopni związku: „Hildegardzie K., „Szczeniaki" i ,J'oublie". Philip Wheelwright wprowadził bardzo istotne rozróżnienia w obrębie symbolu kobiety. Stwierdził on, iż „(...) archetypowa kobieta przyjmuje jedną z czterech podstawowych form, choć często formy te mieszają się i ulegają różnorodnym przekształceniom. Jest więc ona: (1) Matką, Magna Mater, poniekąd utożsamianą z Ziemią, z której Łona wschodzi i rodzi się wszelkie życie; (2) Dziewicą, Ideałem Kobiecości, który pobudza bohatera i pierwiastek bohaterski w każdym mężczyźnie do zmierzenia się z niebezpieczeństwami i dopięcia celu; (3) Syreną, kusicielką, symbolem powabu zmysłowego, który odciąga mężczyznę od jego istotnego zadania, oraz (4) Harpią, czyli kobiecością w jej aspekcie odrażającym i budzącym przerażenie, czy to jako czarownica, wampir, erynia, strzyga, meduza, czy jakikolwiek inny kształt okropności."

W "Bellatrix" występuje głównie Kobieta-Dziewica. Tułacz pragnie współdziałać, przełamuje swoją samotność inicjując kontakt z drugim człowiekiem, prosząc w „Hildegardzie K.:

"Daj mi rękę,

Niechaj razem wyrastamy                        

Wiatrom na potęgę."

W powyższych słowach odnajdujemy dokładnie to, o czym mówi P.Wheelwright: "Kobieta-Dziewica pobudza bohatera do zmierzenia się z niebezpieczeństwem, z jakąś trudnością, przeciwnością, przeciwsiłą". Kobieta w „Bellatrix" jest też - co niezwykle istotne dla motywu wędrówki- symbolem przełamania swojej samotności przez poszukującego Tułacza. Archetyp Kobiety-Dziewicy jest kontynuowany w utworze „Szczeniaki":

 „Zrobię z ciebie konfesjonał,

Wyznam każdą swoją winę,

Będziesz dla mnie jak ikona:

Święta, świętsza i bez grzechu,

Zrobisz ze mnie mnicha mnichów."

Powtarza się tu motyw przemiany za sprawą kobiety. Przemiany w istotę najdoskonalszą, na co wskazuje „stopień najwyższy" rzeczownika „mnich". Odnalezienie sensu wędrówki we współistnieniu, współwędrowaniu z drugą osobą sprawia, że bohater zaczyna wybiegać myślą w przyszłość - „zrobisz ze mnie mnicha mnichów". I nieistotny jest sam „mnich mnichów", ale właśnie ten „stopień najwyższy" wskazujący na pragnienie pięcia się w górę, dążenia ku formie najdoskonalszej. Słowa: „zrobię z ciebie konfesjonał" wskazują na istnienie jeszcze jednego symbolu, bezpośrednio określającego bohatera. Jest to symbol Mężczyzny - Twórcy. To mężczyzna nadaje rangę, charakter. On nazywa - a przez to określa. Symbol ten ma swoje źródło w „Księdze Rodzaju", w scenie, w której Adam nazywa zwierzęta, dzięki czemu określa ich istnienie dla samego siebie.                                                  

Kobieta jest jednak jedynie przystankiem w wędrówce Tułacza. Krótkotrwałość chwili została podkreślona symbolami, które wyprzedziły rozwój wydarzeń. Utwór „Hildegardzie K." Kończy się następującymi słowami:

„Ale z topoli, co w wieczny błękit się wznosi

Spada już liść brązowy

Na plecach twoich spoczywa”

Liść brązowy, jako element jesieni, związany z obumieraniem drzew, spadając na plecy kobiety naznacza ją końcem, przemijalnością.

W "Szczeniakach" okazuje się, że kobieta, o której mowa to prostytutka. W tej właśnie sytuacji nie stała się symbolem rozwiązłości, grzechu, ale właśnie krótkotrwałości.

„Zaraz wyjdziesz i zabierzesz

Piersi swe jak dwa szczeniaki."

    Podmiot liryczny utworu "J'oublie" świadomie wprowadza symbol snu, gdyż - jak sam mówi:

"Już dosyć mam twych ust,

Niepamiętnych słów.

Chcę wymazać ślad.

Jak wolny ptak

Chcę odlecieć w dal,

Więc nie szukaj mnie,

Lecz śpij,

To sen"

Sen ma tu oznaczać coś nierzeczywistego, coś, co nie działo się naprawdę. Dla bohatera przyszedł czas podjęcia przerwanej podróży, czas kontynuowania wędrówki.

Sytuacja ta pozostaje w ścisłym związku z teorią sformułowaną przez P. Wheelwrighta. Według autora pracy pt. „Symbol archetypowy" cechą  „egzystencjalnego celu człowieka jest to, że cel ten nigdy nie jest całkowicie osiągalny, ani też nie da się go w pełni sformułować." Kobieta - jako cel - przestała nim być w chwili osiągnięcia. Bohater musi więc podjąć wędrówkę. Gdyby Tułacz pojął kobietę w kategoriach ideału, mógłby odkryć sens wędrówki. Jednak potraktował ją jako to, co związane z instynktem, więc przestała być celem poszukiwań. Dlatego  bohater w południe znów jest samotny. Przerażająca ucieczka od ludzi, pragnienie przespania tych dni, które jeszcze są przed nim. Niżej przytoczone wyznanie świadczy o zniechęceniu życiem w którym nie ma nic trwałego:

„Moje podróże po krawędzi życia,

Ten obraz, który bezmyślnie tkwi w ramie,

Który kochałem, umiałem na pamięć,

Moje uparte , gorzkie wędrowanie

Za sen spokojny -

Tobie oddam, Panie."

Tułacz nie chce kontynuować wędrówki, ponieważ nie chce już się błąkać bez celu. Wędrówka ma sens jedynie dla Pielgrzyma, nie dla Tułacza. W tym momencie następuje rzecz zdumiewająca. Tułacz spotyka Błazna. I nie jest to przypadek że spotyka go właśnie w tym momencie. „Kiedy poczuję twą samotność - znajdę cię"- mówi Błazen. I Błazen ów w akompaniamencie śmiechu radosnego wplątuje Tułacza w „iluzję", w „supersen". Błazen zjawia się tu jako symbol najwyższej mądrości, jedynej Prawdy. To właśnie on wskazuje bohaterowi jak żyć:

"Kochaj cały świat jak błazen,

Błazeńsko, błazeńsko,

Niech przetrwa w tobie miłość,

Niech ciągle ci się śni

Wspomnienie obłąkania,

Magiczny błazna sen,

Więc idź i leć, wciąż idź....!"

Następuje tu zjednoczenie obu wędrówek: cielesnej  („idź") i duchowej ("leć") - którą podejmuje Dusza Skrzydlata. W tym miejscu pojawia się pytanie: dlaczego właśnie figura Błazna została wprowadzona dla wskazania Tułaczowi tego, co najistotniejsze. Wydaje mi się, że postać Błazna w "Bellatrix" jest  kontynuacją błazna z komedii "Jak wam się podoba" Williama Szekspira. Istotę błazeństwa oddaje Jakub w rozmowie z królem:  

„Daj mi pstrokaty strój, pozwól mi mówić

Co myślę - a ja przeczyszczę na wskroś

Plugawe ciało zatrutego świata,

Byle cierpliwie łykał moje leki."  

Błazen jest więc symbolem najwyższej prawdy. Znamienne, iż pojawia się on w południe, w godzinie największej intensywności światła. Wędrówka bohatera przez noc, świt do spotkania z Błaznem w południe stała się symbolem postępowania ku światłu, ku coraz większej jasności. Światło od zawsze jest obrazem Prawdy.

Błazen z serca bohatera „przegania stary ból". Tułacz poprzez symboliczną Przemianę Serca przemienia się w Pielgrzyma. Zgodnie z zaleceniem Błazna: „wciąż idź i leć, wciąż idź...!" może kontynuować wędrówkę, znając jej treść i sens - w dużym uproszczeniu - kochać cały świat. Błazen pokazuje, że miłość pozwala na kreowanie piękniejszej rzeczywistości, w której - gdy ludzie mijają nas w ciszy, czasami w ogóle nas nie dostrzegając - uśmiechy posyłają nam manekiny z wystaw sklepowych, uliczne światła pozdrawiają nas kolorami, a „wszystko dokoła - to polatując, to tańcząc" wita nas „uchylając szarmancko melonika". Recital Marcina Przybylskiego potwierdza słowa Michała Głowińskiego, który we wstępie do książki „Symbole i symbolika" napisał, iż „symbole nie istnieją w postaci izolowanej i luźnej, komponują się w pełne całości." W "Bellatrix" wszystkie symbole zostały odczytane przeze mnie przez pryzmat pojmowania życia jako wędrówki i swoistego „odrodzenia" przez poszukiwanie drugiego człowieka. Przekształcałam czasami znaczenie symboli znalezione w rozmaitych słownikach. Ich znaczenie zależało w większej lub mniejszej mierze od miejsca, jakie zajmują w pewnym zespole symboli, od relacji, jakie nawiązywały z innymi symbolami. Chciałam udowodnić, iż życie - wędrówka w recitalu Marcina Przybylskiego jest przede wszystkim poszukiwaniem. Aktor śpiewa o wędrówce. A Leopold Staff tak określił istotę śpiewu: „śpiew jest szukaniem". Tak więc śpiew i wędrowanie okazały się tym samym poszukiwaniem. I aby znaleźć, człowiek musi przedrzeć się przez las symboli, których po brzegi pełen jest każdy akt twórczy i każdy dzień, musi nauczyć się odczytywać rzeczywistość, w której uczestniczy, przez którą wędruje.