logotype
image1 image2 image3 image4

O spektaklu



śpiew: Marcin Przybylski

kierownictwo muzyczne, fortepian, instrumenty klawiszowe, akordeon: Andrzej Perkman

śpiew (gościnnie): Magda Kumorek

perkusja: Piotr Maślanka (5PO)

kontrabas: Konrad Kubicki (5PO)

gitara: Paweł Stankiewicz (5PO)

klarnet, saksofony, perkusja, instrumenty klawiszowe: Wiesław Wysocki (5PO)

perkusja, instrumenty perkusyjne: Krzysztof Kossowski (Klezzmates)

klarnet: Tomasz Polak (Klezzmates)

skrzypce: Bartek Staniak (Klezzmates)

akordeon: Marcin Wiercioch (Klezzmates)

kontrabas: Jarosław Wilkosz (Klezzmates)

fortepian (gościnnie): Konrad Mastyło

instrumenty klawiszowe, programowanie, aranżacje (gościnnie): Mariusz Dubrawski

akordeon (gościnnie): Klaudiusz Baran

reżyseria dźwięku i mastering: Tadeusz Mieczkowski


«Wprawdzie swój nowy muzodram Marcin Przybylski nazywa "Verniksem", a nie "Werniksem", ale o werniks przecież chodzi, wszystko jedno, jak pisany. Tytułowy utwór spektaklu (pióra Przybylskiego, do muzyki Andrzeja Perkmana) oddaje bez wątpienia intencje aktora: "Zdejmę obraz, / fotografię, / obiektywnie / rzucę okiem / w zakamarów kwaśną toń". Zajrzeć w głąb i zatrzymać w czasie, namalować nieprzypudrowany obraz miasta, w którym nie sposób żyć, ale bez którego nie sposób żyć, jak śpiewa w piosence Nahornego i Młynarskiego ("Żyć gdzie indziej nie mogę"). Wszak to nie tylko "Vernix", ale i "muzodram warszawski", grany z towarzyszeniem zespołu 5PO, w którym autor (wykonawca i scenarzysta w jednej osobie) próbuje zgodnie z deklaracją "stworzyć swój własny wewnętrzny teatr" i wyrazić "ducha miasta". I tak rusza w miasto.

Przy czym jest to nie tylko wędrówka po peryferiach i rozmaitych miejscach nieoswojonych, lecz także wędrówka w czasie - dlatego rozpoczyna się od międzywojnia, od szansonisty śpiewającego i tańczącego w słodkim stylu Freda Astaire'a "Hallo, tempo" Petersburskiego i Własta.

Przybylski wielokrotnie zmienia konwencje, prostymi środkami modyfikuje wygląd, z wyfraczonego fordansera przeistacza się w zblazowanego dandysa, a potem outsidera pokpiwającego z otoczenia. Te rozmaite i hojne maźnięcia pędzlem, muzycznie także zróżnicowane i pełne energii, dają wrażenie ruchu, dynamiki z jednej strony, ale oferują też chwile lirycznego wspomnienia i namysłu. Swingujące, jazzowe opracowania, odgłosy miasta, zaskakujące aranżacje znanych piosenek (np. "Przystanek koło zoo" Młynarskiego) i nowe utwory leżą dobrze pod tym werniksem, który zatrzymuje barwny, pociągający, choć czasem dramatyczny i bolesny obraz ukochanego miasta. Aktor sprawdza się warsztatowo, nie tylko wokalnie i tanecznie, lecz także dykcyjnie, np. w popisowym wykonaniu piosenki "Hallo, tempo", powtarzając kolejne refreny w coraz większym przyspieszeniu. Jego muzodram to połączenie dobrego gustu, niezbędnego w takich spektaklach uroku osobistego i dyscypliny - żeby śpiewać tak od niechcenia, trzeba ćwiczeń bez wytchnienia. Po "Bellatrix" artysta zrobił kolejny ważny krok na drodze ku swojemu stylowi i rozpoznawalności. Jest bardzo blisko wielkiego sukcesu. A ten muzodram koniecznie trzeba obejrzeć. Tylko gdzie?»

"Co jest pod werniksem"

Tomasz Miłkowski

Przegląd nr 24/18.06

17-06-2006


 

To sztuka na jednego śpiewającego i tańczącego aktora z akcją nakręcaną przez piosenki, wykonywane w różnych znaczących kostiumach - o płycie "Vernix: Muzodram warszawski" pisze Jacek Szymczyk w Dzienniku Wschodnim

 

Dawno temu William Wharton napisał powieść "Werniks" o życiu malarza na ulicach miasta. Miała ona dwóch bohaterów: artystę Scumblera i jego Paryż. Podobnie skonstruował swój ostatni program Marcin Przybylski. Najpierw był spektakl muzyczny pt. "Vernix", opowiadający o kabaretowym szansoniście, który porzuca scenę, aby w wirze codziennych zdarzeń i prozaicznych czynności odnaleźć na nowo sens życia i pracy. Warszawski artysta przemierza swoje miasto, szukając w nim natchnienia, wspomina i planuje, doświadcza rozmaitych przygód. To sztuka na jednego śpiewającego i tańczącego aktora z akcją nakręcaną przez piosenki, wykonywane w różnych znaczących kostiumach.

W wersji płytowej, kiedy odpadają wrażenia wizualne i pozostają same dźwięki, podmiot liryczny czy - jak kto woli - główna osoba dramatu - staje się bardziej uniwersalna. To po prostu wrażliwy artystycznie warszawiak opowiadający o swoim miejskim życiu, a także wspominający historię miasta. Przybylski posługuje się głównie cudzymi tekstami, zarówno takimi, które zostały napisane jako piosenki, jak też wierszami, które dopiero na potrzeby "Verniksu" zostały umuzycznione. Wykonując utwór "Warszawa" z repertuaru T.Love, patrzy na stolicę piekącymi oczami skacowanego i niewyspanego faceta, który zauważa, że jest ona zmęczona swoją historią, jak on swoimi przygodami i wygląda równie nieświeżo. Z kolei w napisanej przez siebie piosence tytułowej kreśli optymistycznie przyszłość miasta: "Twoje skronie/ już niebawem/ będą tętnić/ życia smakiem". Longplay Przybylskiego dostarcza nie tylko dobrych wrażeń literackich. Jest również bardzo satysfakcjonujący muzycznie. Imponuje zróżnicowaniem wokalnym, wysmakowaną grą jazz-folkowego zespołu, dobrymi melodiami i bogactwem rytmów.

 

"Przybylski & 5PO feat. Klezzmates - "Vernix: Muzodram warszawski""

 

Jacek Szymczyk

 

Dziennik Wschodni online/18.01

 

11-02-2009